Historię tę opowiedział mi jeden ze znajomych policjantów. Postanowiłem więc przeprowadzić test, czy to możliwe aby sfałszować treść otrzymanych SMS-ów? Okazało się, że wszystko jest możliwe. Warto więc zobaczyć, czego to ludzie z zemsty nie wymyślą – a realizacja pomysłu kosztuje tylko 35 zł.
Zarys historii:
Pani X od dłuższego czasu zdradzała swojego męża, musiała się z tym ukrywać, aż do momentu kiedy mąż prawie dowiedział się o sprawie. Ponieważ pani X dbała o swoją reputację (od tego zależał jej biznes) – nie mogła dopuścić do sytuacji, kiedy środowisko obarczyłoby ją winą i nazwało „szmatą”. Z namową kochanka informatyka wpadła na pomysł wrobienia męża w przestępstwo. Jednocześnie mogła zachować twarz i wyjść na „ofiarę”.
Metoda działania:
Pani X najbliższym przyjaciółkom pokazuje co kilka dni, SMS-y otrzymywane od męża – koleżanki z przerażeniem czytają, że mąż grozi jej „połamaniem chudych wyj****** szkit”, „poćwiartowaniem”, a czasem tylko „dziś dzień lekkiego wpier**** za to że zupa była za słona”.
Po kilku miesiącach, pani X po powrocie do domu, zabiera po cichu komórkę męża i pod pozorem wyjścia do przyjaciółki… udaje się do swojego nowego partnera. Kochanek pani X bije ją celowo… a pani X udaje się wtedy na policję. Tam zgłasza, że mąż po powrocie z pracy ją pobił, że wcześniej jej groził i że obiecuje śmierć, a ona bała się to wcześniej zgłosić. Pani trafia na obdukcję lekarską, a wiadomości SMS z jej telefonu zostają spisane do protokołu.
Sprawa nabiera tempa, mąż zostaje przesłuchany – oczywiście do niczego się nie przyznaje. Nie jest też w stanie pokazać telefonu policjantom, bo stwierdza, że gdzieś mu zaginął – a wiadomości o których mowa na pewno nie wysyłał. Policjanci podejrzewali, że celowo ukrył telefon, aby nie można było sprawdzić jakie wiadomości wysyłał. Prokurator występuje o bilingi podejrzanego i jak się okazuje… rzeczywiście SMS-y mąż do pani X wysyłał – zgadzały się czasy, daty itd.. Przesłuchano także koleżanki pani X, które potwierdziły, że groźby były i to od kilku miesięcy.
Sprawa trafiła do sądu. I wyrok zapewne zapadłby skazujący… gdyby nie pewien policjant, który przesłuchiwał w sprawie panią X. Podczas przesłuchania poprosił ją o dowód osobisty. Pani jak typowa kobieta nie mogła znaleźć portfela, i wysypała zawartość torebki na krzesło obok. Policjant zauważył, że pani miała w torebce dość nietypowy przedmiot – SIM card reader. Czyli mały klucz USB, który potrafi odczytywać zawartość karty SIM, ale uwaga… także ją zmieniać!
Tak wygląda i kosztuje tylko 35 zł (na aukcjach nawet taniej).

O swoim spostrzeżeniu policjant zdecydował się porozmawiać dopiero po pewnym czasie z jednym z prokuratorów, gdy sprawa już się toczyła przed sądem. Zdecydowano o przeszukaniu mieszkania, które wynajmowała (po wyprowadzce z domu) pani X. I zabezpieczono nie tylko czytnik kart SIM (pożyczony co ciekawe od kochanka), ale i laptopa.
Biegły w swojej ekspertyzie ustalił, że na dysku twardym znajdowały się duplikaty oryginalnej pamięci karty SIM oraz wyedytowane wiadomości SMS.
Pani X spotkała się więc z zarzutami, a z ofiary stała się podejrzaną.
Test praktyczny:
Czy można więc tak łatwo sfałszować SMS-y?
1. wysyłamy wiadomość do numeru abonenckiego.
2. korzystamy z takiego czytnika kart SIM za 35 zł i odczytujemy nim kartę SIM, która otrzymała wiadomość SMS
3. edytujemy otrzymanego SMS-a i wkładamy na nowo kartę do telefonu.
4. można teraz odczytać, że wiadomość zawiera inną treść niż pierwotnie.

Wniosek:
Jak więc widać za 35 zł można z życzeń zrobić… groźbę. Domyślam się, że pewne fakty z tej historii zostały zmienione (koloryzowane) przez osoby, które ją opowiadały, ale jak widać wiele w tym prawdy.
Źródło: wł.
Jak z jakiego filmy sensacyjnego. I weź tu sie ożeń.
Tylko, że od kilku lat smsy są zapisywane w pamięci telefonu a nie na karcie sim, nie zawsze można to przestawić. Natomiast pytanie brzmi czy u operatora nie można sprawdzić treści wiadomości?
operator przechowuje nie tylko datę i godzinę smsa ale takze jego treść. opisany sposób jest więc bezużyteczny przed sądem
Ale ktoremu prokuratorowi chce się sprawdzać u operatora, jak ma w telefonie smsy. Po co, zmęczy by się jeszcze :)
A tak to w 5 minut sprawdzi w telefonie i moze ziobra później słuchać
W takich sytuacjach kontaktuje sie z operatorem i sprawdza. Co jak co ale w sądzie nie idze sie na łatwizne.
ŁaŁ
Fajny sposób ale…
Tylko świnie zmieniają w taki sposób sms!!
kartę pamięci z telefonu też mozna odczytac, wyedytować zapis i zmienic… jak sie ma telefon, to też wszystko mozna..