Przynajmniej obecnie tylko w USA :) Sieć AT&T wprowadza właśnie komercyjnie tzw. MicroCell, czyli małe stacje bazowe, które podłączamy do sieci internetowej w domu i stawiamy na biurku. Wszystko po to, by mieć lepsze usługi np. zasięg sieci 3G. Jak to działa w praktyce?
Po pierwsze jest kilka zasad, na których opiera się – bycie domowym operatorem komórkowym.
– konieczne jest podpisanie umowy z operatorem,
– otrzymuje się specjalną stację bazową (zdjęcie poniżej),
– stację podłącza się do Internetu w domu (łącze DSL lub kablowe),
– dokonuje się rejestracji urządzenia przez Internet.

Ważne jest to, aby urządzenie mogło zobaczyć nieco nieba, bowiem ma w sobie wbudowany GPS, który służy sprawdzeniu, czy stację zainstalowaliśmy zgodnie z umową w odpowiednim terenie – ma to zapobiec nadużyciom i przeciążeniom sieci.
Jeżeli wszytko przebiegnie poprawnie, stajemy się mini operatorem sieci AT&T. Nie jest to jednak tak, że każdy może się z naszą stacją połączyć. Tylko my określamy, kto (telefon 3G) może się do niej zalogować i korzystać z wszystkich cech tej nowości.
– pełny zasięg tzw. pięć kresek na wyświetlaczu telefonu 3G w obrębie domu,
– specjalne nielimitowane plany taryfowe rozmów,
– zwiększenie efektywności transmisji danych 3G.

Można by zapytać po co ta cała zabawa? Jak się okazuje rozwiązanie ma wiele ciekawych zastosowań np.
– po wyjściu z domu, gdzie rozmawiamy tanio lub bezpłatnie, nasz telefon 3G jest przełączany automatycznie do tradycyjnej sieci komórkowej AT&T, więc rozmowy nie są przerywane,
– w domu mamy lepszy zasięg sieci 3G,
– możemy do 'naszej sieci’ wpuścić do 10 użytkowników w tym np. sąsiadów ;)
– zabawa w transmisję danych w telefonie, nie będzie nas dodatkowo kosztowała.
Eksperci rynku zakładają, że domowe operatorstwo tak spodoba się ludziom, że wkrótce zawita do wielu domów. Tym bardziej, że telefony pracujące w sieciach 3G, są coraz bardziej zaawansowane i w obrębie domu, chcielibyśmy z nich korzystać w zasadzie bezpłatnie ;)
Źródło:
wł/ AT&T
wszystko po to by śledzić obywateli