Skrót „0days” jest znany szerzej w świecie programistów i osób zajmujących się bezpieczeństwem danych, a oznacza w dużym skrócie po prostu wykrycie luki w oprogramowaniu i wykorzystanie jej do, co tu dużo mówić albo do bezpośredniej kradzieży (bo tylko haker zna daną lukę i może użyć/sprzedać), albo do szantażu właścicieli oryginalnego produktu. Bo luka 0Day pozwala na szybki atak, a na jej załatanie trzeba czasu – o czym jako zwykły zjadacz internetu, łatwo przekonać się podczas aktualizacji np. wtyczek Adobe Flash, Reader itp.
Warto zobaczyć, jak to wygląda w XXI wieku, kiedy mały błąd może rozwalić spory biznes, a jednostki rządowe wykorzystują „zerodejsy” do łamania komercyjnego oprogramowania i wyciągania potrzebnych danych.
Dziurę może mieć dosłownie wszystko… nasze smartfony, urządzenia medyczne, elementy sterowania ogrzewaniem w domu, windy, elektrownie atomowe itd.
(Ź) vpro international