I to w dodatku w czasie pracy. Swoimi spostrzeżeniami odnośnie organizacji 50. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu podzielił się w wywiadzie dla Gazeta.pl no i się zaczęło. Dyskusja o tym, jak zachowują się twórcy i ekipy realizujące wielkie festiwale. Telewizja Polska jednak tak się na ten wywiad zdenerwowała, że żąda przeprosin i wpłaty zadośćuczynienia na cele społeczne – ma być proces.

Poniżej kilka pikantnych cytatów, o które poszło w całej sprawie ;)
Gazeta: Sporo mówi się o tegorocznych wpadkach, o nudnych piosenkach i prowadzących, o tym, że Joanna Moro zaśpiewała nie tak, jak powinna, ale prawdą jest, że na Opole narzeka się od lat.
Czesław: – I to, co widziałem za kulisami, chyba potwierdza, że nie bez powodu. Szczególnie przed kabaretonem – krzyki, bałagan, złość, niekompetencja, stres, każdemu zależy, żeby zagrać jak najlepiej, choć wszyscy wiedzą, że atmosfera powinna być inna. Jest jakiś błąd w systemie, którego nikt nie chce albo nie potrafi naprawić.
(…)
Gazeta: I co zapamiętasz z tegorocznego festiwalu?
Czesław: – Widok przypadkowych, pijanych osób w strefie VIP-owskiej – czyli w strefie świętej, miejscu, gdzie artyści powinni czuć się bezpiecznie – i moment, kiedy Pan Andrzej Grabowski nie mógł opędzić się od jakiegoś pijanego faceta na zapleczu. Czyli według mnie w każdym elemencie, od backstage’u do realizacji, tym festiwalem rządzi przypadek.
Przeczytaj pełny wywiad:
Opole w ogniu krytyki. Mozil: „Za sceną zrobił się bar, ludzie zaczęli pić. Wszystko zaczęło się sypać”
(Ź) gazeta/tvp