Klient przechytrzył bank na „dopiski do umowy kredytowej” – niemożliwe? A jednak…

Sprawę od pewnego czasu śledzi dziennikarz Gazety Wyborczej Maciej Samcik, który dziś we wpisie na swoim blogu „Zrobił dopiski do umowy kredytowej, a bank ich nie zauważył. Znam już finał tej historii!” ujawnił jak skończył się chytry plan pewnego klienta. Dla przypomnienia, wziął on kredyt przez internet i w otrzymanej umowie dopisał, że bank zrobi z kredytu darowiznę. Bank miał słabe procedury i podpisał tak zmodyfikowaną umowę z klientem.

Finał sprawy jest taki, że jednak klient pożyczkę będzie musiał honorowo spłacić, ale oprocentowanie będzie wynosiło 0%. Początkowo bank nie chciał zgodzić się na wpadkę… i straszył klienta przepisami prawa. Po interwencji dziennikarza, okazało się, że bank jednak pójdzie mu nieco na rękę za cały pomysł testowania słabych procedur w tej instytucji.

Trzeba dodać, że pomysł ze zmienianiem gotowych umów… nie jest wcale taki nowy, zastosowało go już kilka osób na świecie i to z różnymi efektami. Instytucje muszą jednak uważniej sprawdzać co otrzymują zwrotnie od klienta, inaczej takie kwiatki za jakiś czas znów gwarantowane.

Fragment ze strony „Subiektywnie o finansach”:

W banku – jak relacjonuje mi klient – pomyśleli dłuższą chwilę i zaoferowali takie oto salomonowe rozwiązanie: klient podpisuje aneks, w którym strony usuwają sporny dopisek klienta, a w zamian bank w innym miejscu umowy zmniejszy klientowi procentowanie kredytu do zera. Innymi słowy – w ramach ugody klient otrzyma kredyt bez odsetek. Mój czytelnik początkowo zaproponował, że spłaci tylko połowę kredytu, ale poprosiłem go, by przystał na propozycję banku. I – z tego co wiem – tak właśnie się stało.

(Ź) samcik.blox.pl

Komentarze