Skoda zaliczyła wpadkę w kampanii TV, zachęcającej do szukania w Google hasła „yeti porywa”

W swoje reklamy telewizyjne wstawiła bowiem na koniec zachętę, aby poszukać o jej produkcie informacji w Internecie. W zasadzie zasugerowała „wpisz w Google: yeti proywa” i trafisz do strony promocyjnej oraz konkursowej. Niestety… o Internecie nieco zapomniała i jej wpadkę wykorzystały osoby zajmujące się reklamą w Google oraz pozycjonowaniem stron (SEO). Po raz kolejny mamy więc przykład, że chęci w korporacjach są… ale z realizacją marketingową różnie bywa.

Błędów było kilka m.in. to, że administrator promocyjnej strony… zabronił jej indeksowania przez Google, czyli ustawił w specjalnym pliku robots.txt na serwerze komunikat, który można by odczytywać jako: „Google nie dopisuj mnie do swoich zasobów wyszukiwania”.

Klienci więc nie zawsze mogli znaleźć promowany produkt. Do tego sama reklama płatna (bo Skoda taką wykupiła później), została przez firmę dość słabo przygotowana, i zamiast niej pojawiały się tam reklamy innych sprytnych osób, a Skodę widziano jak prawdziwe Yeti… czyli wcale ;)

A to reklama telewizyjna, tu jednak bez zachęty do zaglądania w wyszukiwarkę.

Sprawą nieco żyła branża marketingu internetowego… przesyłając sobie linka do zapytania w Google i pokazując, jak można słabo zrealizować kampanię i to taką, za duże pieniądze ze wsparciem telewizyjnym – a o takich budżetach na działania marzy nie jedna osoba zajmująca się marketingiem.

(Ź) Gogole/wł

Komentarze