Taką liczbą bezpieczeństwa na drogach, promuje się w USA właśnie nowy system komunikacji pomiędzy pojazdami – Vehicle-to-Vehicle lub w skrócie V2V. W projekt (tzw. Safety Pilot) weszło wielu producentów samochodów (najsilniej Ford) i od 2012 roku trwały testy na drogach USA. Wykorzystano przeszło 3000 aut wyposażonych w V2V, aby udowodnić skuteczność systemu. I udało się!
Cały pomysł opiera się o emitowanie sygnału o pozycji i prędkości auta – pojazdy wymieniają się taką informacją na odległość ok. 300 metrów w częstotliwością powyżej 10 razy na sekund. Nie da się ukryć, że przypomina to nieco mobilne punkty WiFi. Pozwala za to zorientować się, jak wygląda sytuacja wokół pojazdu i w razie niebezpieczeństwa zareagować. Typowa sytuacja prowadząca do wypadków to np. martwy punkt w lusterku, czy wyprzedzanie przy słabej widoczności. To właśnie V2V ma ostrzegać kierowców o groźbie zderzenia. Informacja ma różne oblicza np. dioda w lusterku, czy pikacz dźwiękowy w kierownicy. Przy czym nie będzie reagować za prowadzącego… bo do aut, które same bezpiecznie jeżdżą, droga jeszcze długa i kręta ;)
A tak to rozwiązanie działa w praktyce. Testowała je np. redakcja The Verge podczas targów CES 2014.
Dodatkowo cały system wspierany jest przez tzw. Vehicle-to-Infrastructure – V2I, czyli nasze samochody mają pozyskiwać informacje także od samej infrastruktury drogowej, o wypadkach, kolizjach, korkach, czy śliskiej nawierzchni.
Jeżeli wszystkie procedury przebiegną poprawnie, to system ma być wdrażany od 2015 roku na rynek komercyjny.
(Ź) NHTSA