Wolała zmywak niż pracę u blogera za średnią krajową?

foto/wysokie-obcasy-mlodzi-bez-pracy.jpgNa początku maja 24-letnia Sandra Borowiecka rozesłała do mediów list, w którym opisała jak bardzo jest zniechęcona tym, że nie może od dłuższego czasu znaleźć pracy, albo też próbują ją wyzyskiwać. W związku z tym wyjeżdża z Polski… List ten wywołał sporą dyskusję, na temat sytuacji osób młodych na rynku pracy. Szkoda tylko, że gdy propozycja pracy przyszła od jednego z blogerów – pani Sandra zachowała się w mało kulturalny sposób i w zasadzie pokazała, czemu tej pracy nie udaje jej się zdobyć.

W ostatnim wydaniu Wysokich Obcasów pojawił się bowiem artykuł, w którym analizowano sytuację młodych i zdobywania pracy oraz doświadczenia. Pojawiła się w nim również Sandra Borowiecka. Na jej apel odpowiedział Artur Kurasiński oferując swój:

(oryginalna pisownia)

Moj apel do Sandry – zatrudnie Cie za srednia krajowa na trzy miesiace na umowe o dzielo. Jesli Twoja praca wniesie do mojej firmy tyle zeby wynagrodzic mi koszta (srednia krajowa + socjal) to chetnie podpisze z Toba umowe o prace. Tylko dlaczego czuje, ze aspirujaca dziennikarka chccaca pracowac jako manager, handlowiec (i pewnie wiele innych posad obstawialas strzelajac „civikami”) nie sprawdzi sie bo tak nie masz zadnego doswiadczenia? BTW czy ty wiesz dziewczyno gdzie dzis pracuja ci wszyscy dziennikarze? Na pewno nie w redakcjach.

Sama Sandra odpowiedziała w ten sposób:

Panie Kutasiński, przepraszam, Kurasiński, dziękuję serdecznie!

Po całej sytuacji, internauci z jednej strony komentowali „lanserstwo” blogera, który chciał rzekomo wykorzystać całą sytuację do promocji własnej osoby (choć zapewnia, że oferta jest prawdziwa), z drugiej bohaterkę artykułu. To właśnie ona zachowała się w sposób, który młodej dziennikarce raczej nie przystoi i w pewien sposób pokazuje, czemu młodzi – jako buntownicy – nie mogą znaleźć pracy.

Z pewnością też nie można się tu przyczepiać do oferowanego wynagrodzenia – średnia krajowa to dziś ponad 3800 brutto. A i tak wiele osób o takiej kwocie może niestety tylko pomarzyć.

Obecnie wyjechała do Anglii, gdzie poszukuje pracy – jak sama napisała – na zmywaku.

Poniżej list głównej bohaterki do mediów:

Szanowni Państwo,

Z dniem 12. maja emigruję z Polski do Anglii, znaczy się do Londynu (nie ma takiego miasta jak Londyn, jest Lądek, Lądek Zdrój, tak wiem). Zapewne nie zainteresuje Państwa moja wiadomość, ale ponieważ opuszczam nasz kraj z poczuciem częściowej klęski i wszystkomijedności, mam to gdzieś.

Powody mojej decyzji są klarowne. Poniżej opisałam dokładnie, jakie to zasady panują wśród pracodawców, i jakie przykre jak biegunka motywy popychają młodych Polaków do wszelakiej wstrętnej pracy.

Nie należę do tych malkontentów, co to pogadać potrafią, ale do roboty to już chęci nie mają. Przeciwnie. Zaczęłam pracę w wieku 16 lat, a i wcześniej jako szczyl niewielki, pomagałam mamie sprzątać biura w Warszawie. Niedawno napisałam książkę, której żadne znane wydawnictwo nie zechciało wydać, a którą od pół roku planuje wydać jedno z tych, o których świat nie słyszał, i pewnie nie usłyszy, bo nie bardzo im się śpieszy z wydaniem mojej książki (wolą wydać kilka podręczników dla debili siedzących w ławach płatnych uczelni).

Mój przykład jest więc dowodem na to, że w Polsce można próbować, i nawet czasem się udaje (ale tylko na początku), by później wszystko się spaprało, bo koło znajomości i wkrętactwa zacieśnia się niemiłosiernie nie pozostawiając nam, młodym wyboru. Próbowałam pracować na etacie, na umowie śmieciowej, i prowadziłam przez lat kilka własną działalność (długi spłacam do dziś, bo ZUS i URZĄD SKARBOWY zabrały mi większość zarobków). Naprawdę chciałam, próbowałam, i na rozpęd dostałam kopa od Państwa. Na koniec chcę powiedzieć jedno – nie wina to kraju, ani okoliczności, ani żadnej z Partii, ale wyłącznie młodych Polaków, którzy zgadzają się na to, by traktowano ich (a przez to nas wszystkich młodych) jak śmieci. Bo kiedy ja przychodzę do firmy X i krzyczę, że 6 złotych na godzinę to złodziejstwo, młodzi co tam pracują zatykają mi usta i karzą się wynosić, bo nie daj Bóg zwolnią ich wszystkich jak leci, a wtedy to będzie koniec i dla nich, i dla ich rodzin które często utrzymują na odległość. Może czas by młodzi, zastraszeni dziś bardziej niż za czasów komuny, ruszyli rozlazłe tyłki i wespół zespół powiedzieli dość, temu co się w Polsce wyprawia.

Tymczasem pójdę się pakować. Od 12 maja będę zmywała gary i podłogi w Londynie, za 7 funtów za godzinę netto, co w przeliczeniu na polskie standardy płacowe przyniesie mi dniówkę wyższą od niejednej tutejszej tygodniówki.

Sandra Borowiecka

(Ź) www.goldenline.pl/sandra-borowiecka/ / Wysokie Obcasy – Agora / fb

Komentarze