A kto w ostatnim czasie szczególnie mocno krytykuje Twittera? Dziennikarze ;) Jedni upatrują w nim zagrożenie, drudzy pokazują, że relacje międzyludzkie przez niego stają się płytkie oraz upraszcza informacje do tego stopnia, że ludzie przestają myśleć. Do pieca najwięcej dołożył Matt Labash z „The Weekly Standard” w artykule „The Twidiocracy”. ten nowy termin można by na polski przetłumaczyć jako: twidiokracja, czyli rządy idiotów.
Autor już we wstępniaku zachował się dość specyficznie, bo nawoływał do nie obserwowania go na Twitterze, a co śmieszniejsze nie jest tam nawet obecny. To zresztą argument jego przeciwników, że wypowiada się o czymś czego nigdy nie doświadczył.

Artykuł szybko rozszedł się w wiadomym miejscu – twitterze… a jego niektóre tezy to:
– społeczeństwo jest uzależnione od Social Mediów – wg badań Stanford – 75% użytkowników iPhone zasypia z telefonami w łóżku
– Twitter wcale nie jest popularny – tylko 16% internautów tłituje
– w 80% wiadomościach użytkownicy piszą tylko o sobie
– wiele osób przekonuje innych na siłę do Twittera, a wcale nie jest on użyteczny
– nie podoba mu się sposób w jaki Twitter upraszcza nasz codzienny język – słowo pisane zamienia na skróty i hieroglify, jakbyśmy się cofali do epoki kamienia łupanego
– ludzie przez Twittera obecnie inteligentniej mówią niż piszą (kiedyś było odwrotnie)
– wszystko staje się publiczne, nie ma miejsca na prywatne tematy
– przestaliśmy dbać o to jak piszemy, byle szybko, byle krótko
– nie podoba mu się jak Twitter zamienia ludzi w swoich brand managerów – promują zarówno niebieskiego ptaszka, jak i przede wszystkim własne nazwiska
– nie można już oglądać nawet wiadomości bez sloganu „follow me on Twitter”
– Twitter wciąż nie jest dochodowym biznesem
-… i przeszkadza wielu osobom podczas seksu, bo w czasie stosunku… twittują ;)
Pełny artykuł (a jest obszerny) przeczytasz na:
www.weeklystandard.com/articles/twidiocracy_719178.html
Warto przeczytać, bo jest to mocny głos w dyskusji nad współczesnymi mediami społecznościowymi, choć oberwało się tu Twitterowi.
Wnioski z lektury każdy wyciągnie sam, ale wiadomo, że wszystko co w nadmiarze – szkodzi! I nie ważne, czy jest to Twitter, Facebook, czy Nasza Klasa, czy lody truskawkowe :)
(Ź) The Weekly Standard