Często wystarczy podanie samego imienia i nazwiska… i już można poszperać na nasz temat w sieci. A z odnalezionych danych zrobić ciekawy użytek. Ten właśnie aspekt wykorzystano w belgijskiej kampanii Safe Internet Banking. Miała ona pokazać, jak jasnowidz nie czyta w naszych głowach, ale tak naprawdę wie wszystko z sieci.
I sporo w tym racji. Bo coraz częściej i coraz chętniej chwalimy się w sieci tym co robimy, kiedy, jak i za ile… A taka dawka wiedzy może pomóc nas okraść lub wpędzić w inne kłopoty. Sieciowe pokazywanie się powinno mieć swoje granice.
Tak jak w kampanii, gdzie przypadkowi zaproszeni do namiotu jasnowidza ludzie, są informowani, że przygotowuje on nowy program TV. Wystarczy, że podadzą kilka informacji startowych o sobie, a jasnowidz zacznie pracę. Opowiada im o wakacjach, majątku i zawartości ich konta bankowego. Osoby te są zdziwione, aż tak szczegółową wiedzą jasnowidza. Ten na koniec postanawia ujawnić kulisy swojej pracy… opada zasłona… i widać „grupę hakerską” ;)

Taki obraz ma zmotywować ludzi do sieciowej ostrożności. Temat tym bardziej aktualny, że np. w Polsce też były przypadki wykorzystania sieciowej wiedzy o nas (którą sami publikujemy). Niektóre osoby wpadły przez to w kłopoty.
A jak pokazywałem w jednym z artykułów, ludzie potrafią w swoich profilach np. na Twitterze publikować nawet zdjęcia całych kart kredytowych (z numerami), co umożliwia dokonanie płatności na ich koszt. Głupota czy nierozwaga? Trudno ocenić… stąd coraz więcej akcji jak ta poniżej.
Źródło: www.febelfin.be